O autorze
Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie - żyję tym, co kocham, czyli samochodami. Kładąc się wieczorem, nie mogę się doczekać rana i nowych motoryzacyjnych przeżyć. Dzieląc się tym szczęściem założyłem Supercar Club Poland, dzięki któremu inni mogą poczuć tę samą radość życia za kierownicami najlepszych aut świata. Dolce vita!

Jak hartowała się stal

W Czechach z samego dna trafiliśmy na szczyt. Satysfakcji.
W Czechach z samego dna trafiliśmy na szczyt. Satysfakcji. fot. Marek Pleha
Na Rajd Barum wyjeżdżał chłopiec, a wrócił mężczyzna.

Autor: Łukasz Kabaciński / Klubowicz Supercar Club Poland



Coś Wam pokażę:



Barum to rajd, który oddziela szybkich kierowców od tych, którym się tylko wydaje, że są szybcy. Podobne opinie słyszałem od wielu kierowców, w tym Hołka, a także to, że koniecznie trzeba w nim wystartować. Nic więc dziwnego, że na start w Czechach wyczekiwałem z utęsknieniem.

Trasy rajdu, jak widzieliście, są bardzo szybkie, ale przede wszystkim nierówne i brudne. A wszystko to dzieje się na ciasnych leśnych drogach, rzadko na otwartych przestrzeniach. To warunki weryfikujące nie tylko odwagę, ale przede wszystkim umiejętności kierowcy. Kluczowe staje się tu przewidywanie przyczepności w zakręcie, zanim pojawi się w nim samochód. Przy tych prędkościach bowiem najmniejszy błąd może się skończyć tragicznie, a niepotrzebne odpuszczenie gazu kosztuje sporo czasu. Dla nowicjusza to nie lada wyzwanie, ale ja zawsze lubiłem wyzwania i im trudniej, tym pewniej się czułem.


Po wypadku w Belgii szybko odbudowaliśmy samochód, ale najtrudniej jest odbudować pewność siebie. Przed Barum sporo trenowałem, próbowałem odzyskać czucie samochodu i dobrą komunikację z pilotem. Na takich trasach, gdzie zakręt za szczytem wzniesienia to nie rzadkość, opis staje się kluczowym elementem, aby móc pozbyć się oporów instynktownie pojawiających się po dzwonie. To jak dochodzenie do pełnej wydolności lekkoatlety po kontuzji, który na wspomnienie o bólu nie potrafi dać wszystkiego z siebie. Jeśli chcesz się liczyć w stawce, musisz być silny i się przełamać…

Piątek to wieczorny prolog w centrum Zlina, na który jak co roku przybywają tłumy kibiców, a rajdowe święto kończy się około północy. Sobota to już cały dzień odcinków specjalnych, prawie 200 km oesowych do przejechania. Niestety moja jazda pozostawiła wiele do życzenia, problemy z koncentracją i zaufaniem do opisu powodowały, że czasy notowałem kiepskie. Trauma z Belgii dała o sobie znać, a to kiepskie miejsce dla kierowcy z dylematami. Próby pojechania szybciej skończyły się trzema tzw. momentami, ale udało nam się wrócić na drogę nie uszkadzając niczego w aucie. Odcinki nocne szły nam w jeszcze gorszym tempie, w efekcie dzień kończymy w kiepskim nastroju plasując się gdzieś w połowie stawki. Stawki liczącej 62 rajdówki! To zdecydowanie najmocniej obsadzona runda ERC w tym roku.


Konsultacja z Hołkiem okazuje się bardzo pomocna, trzeba się wyspać, zresetować myśli przed dalszą rywalizacją. Analiza onboardów pokazuje jak na dłoni, gdzie popełniam błędy. To spojrzenie na siebie z boku dużo mi dało, czas reakcji, praca na kierownicy i gazie to nie ten sam ja, którego kojarzyłem z poprzednich eliminacji. Trzeba wziąć się w garść i od początku kolejnego dnia próbować złapać własny rytm jazdy. Na to nie ma instrukcji, musi przyjść samo – ostrzega Hołek – właśnie się decyduje, czy nadajesz się do rajdów, czy do wędkarstwa. Nie ma to jak kubeł zimnej wody na głowę. :)


Pobudka w niedzielny poranek zaczęła się od zaskoczenia - zmiana pogody o 180 stopni. Ulewa i temperatura dochodząca do 13 stopni nie ułatwiały realizacji planów na ten dzień, ale w myśl mojej dewizy - im trudniej, tym lepiej - tylko się ucieszyłem. Zaczynamy szybko i do końca dnia jedziemy już tylko coraz szybciej i pewniej, różnica w tempie jest bardzo duża, ok. 2 sekundy na kilometr. Awansujemy po każdym OS-ie o kilka oczek w klasyfikacji. Zaczynam łapać właściwy rytm, pojawia się frajda z jazdy, a to najlepszy symptom, że odnalazłem się w tych warunkach. Nie obyło się bez małych problemów, połamane felgi, zgaszony silnik na hamowaniu, cofanie, no ale gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą…


Rajd kończymy na 14. miejscu w klasyfikacji 2WD ze stratą 0,1 sekundy na kilometr. W klasyfikacji generalnej lądujemy na 31. miejscu, przy czym wystartowały aż 103 załogi. Z jednej strony jest to nasz najgorszy wynik w tym sezonie, ale tempo drugiego dnia było bardzo dobre pomimo trudnych warunków. Opis zdecydowanie został poprawiony w stosunku do poprzednich rajdów, a awans o kilkanaście pozycji krótszego dnia rajdu naprawdę cieszył. Jednak to co ucieszyło mnie najbardziej, to umiejętność wstania z kolan, kiedy wydawało się, że już tutaj nic nie zdziałam. Mam wrażenie, że takimi drobnymi krokami osiąga się mistrzostwo w tym sporcie.

Przed nami Rajd Polski, jedna z najważniejszych eliminacji w moim rajdowym kalendarzu. Nie tylko dlatego, że to mój pierwszy start w Polsce, ale nie mogę się doczekać tłumu polskich kibiców i znajomych, w tym Hołka, na najpiękniejszych trasach rajdowych w Polsce. Relację dostaniecie oczywiście na gorąco.
Trwa ładowanie komentarzy...