O autorze
Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie - żyję tym, co kocham, czyli samochodami. Kładąc się wieczorem, nie mogę się doczekać rana i nowych motoryzacyjnych przeżyć. Dzieląc się tym szczęściem założyłem Supercar Club Poland, dzięki któremu inni mogą poczuć tę samą radość życia za kierownicami najlepszych aut świata. Dolce vita!

Lans Turismo

Nowy znak pionowy w Poznaniu: Uwaga, Gran Turismo Polonia!
Nowy znak pionowy w Poznaniu: Uwaga, Gran Turismo Polonia!
Koenigsegg wjechał w widzów podczas Gran Turismo Polonia. Podczas jakiego Gran Turismo?

Przykra sprawa - ludzie zostali ranni. Równie przykre dla osób z choć minimalną wiedzą motoryzacyjną jest to, co płynie z mediów w związku z tym zdarzeniem. Uściślijmy kilka faktów.



Wstyd za tych z Poznania

Impreza odbywająca się w Poznaniu to nie Gran Turismo. W sposób całkowicie nieuprawniony posługuje się tą nazwą. Gran Turismo to wielka turystyka - wielka zarówno w rozumieniu pokonywanego dystansu, jak i stylu, w jakim się go pokonuje. Pojawiające się w kontekście poznańskiej imprezy pojęcia takie jak bączki, drift czy palenie gumy są antytezą Gran Turismo. Imprezy w rodzaju GT Polonia czy Gumball to Gran Lans, ewentualnie Lans Turismo - chodzi w nich o lansowanie się za pomocą drogich samochodów. Gran Turismo uprawiają kierowcy-dżentelmeni z dala od obserwatorów, na pustych drogach, ciesząc się płynnym prowadzeniem samochodu poprzez piękne krajobrazy. Kierowcy Gran Turismo nie jeżdżą wyklejonymi autami, nie wrzucają na fejsa zdjęć z wywalonymi językami, nie imprezują co noc w hotelach z porannym kacem.

Umiejętności

Jak stwierdził klasyk - jeździć trzeba umić. Kierowca Koenigsegga nie umi. Poziom jego nie umienia jest żenujący - na starcie próbuje zrobić nawrót bokiem i obraca się po pierwszym dodaniu gazu. Potem jest tylko gorzej - sfrustrowany wtopą na oczach widzów próbuje się zrehabilitować butem na prostej, ale nawet prosta go przerasta. Od nadmiaru gazu auto łapie tylnonapędową rybę, kierowca niesiony adrenaliną nie odpuszcza i myśli, że popisze się driftem, ale trzecia nieudana kontra kończy się wylotem z drogi. Kierowca nie ma pojęcia o pracy gazem, który musi być synchronizowany z pracą kierownicą, nie ma także elementarnego dla trenujących szybką jazdę odruchu kontrowania wyprzedzającego.

Dobór narzędzia

Równie żenujący jest poziom braku zrozumienia swojego auta przez kierowcę. Koenigsegg to auto stworzone do jazdy na pełnej przyczepności. Próba jeżdżenia nim poślizgami to ignorancja porównywalna do próby uprawiania downhillu kolarzówką. I podobnie się kończy.

Prosta alternatywa

Albo była to impreza sportowa i ludzie nie mieli prawa stać przy trasie przejazdu (wina organizatora), albo był to normalny ruch uliczny i kierowca nie miał prawa jechać w sposób stwarzający zagrożenie (wina kierowcy). Nad czym więc trwają dyskusje?

Eksperci medialni

Wypowiedzi medialne są równie żałosne co umiejętności kierowcy.
Świadek wydarzenia: Pędził 150 km/h. Gdyby auto wpadło w tak stojących ludzi przy 150km/h, byłoby co najmniej kilkunastu zabitych.

Prokurator: Sprawa ma charakter skomplikowany. Co tu jest skomplikowanego? Wszystko nagrane setkami kamer, tysiące świadków, zdarzenie banalnie proste - kierowca nie potrafił jeździć a organizator wpuścił ludzi w miejsca, w których nie mieli prawa być. Sprawa powinna być zamknięta w kilka godzin. Jeśli taki banał jest skomplikowany dla polskich służb, to nie dziwi bezradność wobec poważnych spraw.

Rzecznik imprezy: Spełniliśmy wszystkie normy bezpieczeństwa. Czyli jakie? Czy normą jest ustawianie szpaleru ludzi tuż obok odcinka specjalnego?

Prokurator: Samochód został zabezpieczony i będzie przedmiotem oględzin i ekspertyz. Litości, jakich ekspertyz? Emerytowany rzeczoznawca z PZM będzie kopał w opony? Zapewne stwierdzi, że auto ma znaczącą moc.

Jerzy Dziewulski: Na jedynce mam 120 km/h. Brawo!

Między niebem a piekłem

Szybka jazda samochodem to ciągłe balansowanie na cienkiej linie rozwieszonej między motoryzacyjnym niebem a piekłem. Im szybciej, tym bliżej jest się nieba zachwytu, ale i bliżej błędu, który w ułamku chwili strąca do motoryzacyjnego piekła. Gdyby 40-letni Norweg tym samym autem tę samą prostą przejechał długimi, przerzucanymi z boku na bok powerslajdami, byłby bohaterem tłumów, królem internetu i mediów. A tak stał się wrogiem publicznym numer 1. Ale to temat na osobny tekst, o bardziej świadomej i zaawansowanej jeździe niż ta w Poznaniu.

Kamil Dłutko / Supercar Club Poland
Trwa ładowanie komentarzy...