O autorze
Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie - żyję tym, co kocham, czyli samochodami. Kładąc się wieczorem, nie mogę się doczekać rana i nowych motoryzacyjnych przeżyć. Dzieląc się tym szczęściem założyłem Supercar Club Poland, dzięki któremu inni mogą poczuć tę samą radość życia za kierownicami najlepszych aut świata. Dolce vita!

Jak u Hitchcocka

www.holek.pl
Gdy myślę o swoich planach na ten rok, nasuwa mi się refleksja rodem z filmów Hitchcocka, że skoro już na samym początku było trzęsienie ziemi, to co musiałbym teraz zrobić, żeby napięcie dalej rosło?

Różnica temperatur w piątek między lotniskiem w Limie a w Warszawie wynosiła prawie 50 stopni. Gdyby nie gorące przywitanie, jakie zafundowali mi kibice i media na Okęciu, za które bardzo dziękuję, ryzyko szoku termicznego byłoby duże. To podobne uczucie do tego, kiedy głowa rozpalona ambicjami i rywalizacją uświadamia sobie w ciągu sekundy, że ciało dalej nie da rady i wszystko skończone. Cieszę się, że jestem już w Polsce, bo cały czas coś robię, więc mniej myślę o tym, co wydarzyło się na czterdziestym kilometrze trzeciego etapu. Na jednej z setek pokonywanych podczas Dakaru wydm. Ironią losu jest, że dzień wcześniej pisałem Wam o niebezpieczeństwie, które czyha za ich grzbietem. Leżąc w gorsecie w szpitalu w Limie miałem sporo czasu na analizę wypadku, wyciąganie wniosków i użalanie się nad samym sobą. Mogę to podsumować tak: nie chcę dochodzić, czy to był pech, czy zły opis, czy czegoś nie dosłyszałem - całą winę biorę na siebie. To ja siedzę za kierownicą i naciskam gaz, to ja decyduję kiedy zwolnić, a kiedy przyśpieszyć. Spaprałem robotę i już. I nie chcę już wracać do tej sytuacji, analizować w kółko jak to się stało. Jestem nastawiony na patrzenie do przodu. Teraz pora na rehabilitację, odzyskanie sił i wyznaczenie sobie planów na dalszą część roku. Strategiczny cel się przecież nie zmieni – pozostaje nim zwycięstwo w Dakarze, choć może brzmi to nieco buńczucznie z ust gościa, który właśnie dostał od Dakaru tęgiego prztyczka w nos.

U mnie w Olsztynie biało, dla osoby kochającej jazdę samochodem nie ma piękniejszego widoku. Nie mogę doczekać się chwili, kiedy wyzdrowieję i w okolcowanej rajdówce wyjadę na oblodzoną trasę. W naszym Supercar Clubie jazda po lodzie jest jedną z głównych pozycji w zimowym kalendarzu, gdy supersamochody śpią zimowym snem w garażu. Z kolei początek wiosny to czas na wyprawę Gran Turismo po fenomenalnych drogach południowej Francji. Z jednej strony pogoda pozwala już na cieszenie się jazdą supersamochodami, z drugiej nie jest to jeszcze sezon turystyczny i drogi są dość puste. Myśl o tych przygodach dodaje mi sił to rehabilitacji. W końcu nie samym sportem Hołek żyje…

Ten rok z pewnością przyniesie dla mnie kolejne starty w rajdach płaskich i terenowych, w obu przypadkach mam do dyspozycji konkurencyjne samochody, którymi jazda jest czystą przyjemnością. Ważne dla mnie daty to Rajd Warmiński i Polski, bo nie dość że dotyczą rywalizacji w moich rodzinnych stronach, to w dodatku na ulubionej szutrowej nawierzchni. Obronę pierwszego miejsca, wywalczonego w Baja Poland 2012 (eliminacji mistrzostw świata cross-country), stawiam sobie jako kolejny tegoroczny punkt honoru. Chciałbym, aby ta dyscyplina sportu samochodowego zyskała jak największą rzeszę fanów i zainteresowanie mediów w Polsce. Tym bardziej, że jak pokazuje obecny Dakar, mamy w niej wielu bardzo dobrych i obiecujących zawodników. Do jazdy nieutwardzonymi szlakami zachęcam też klubowiczów organizując Akademię Dakarową, czyli wstęp do poważnego ścigania się w terenie, a być może także startu w najtrudniejszym rajdzie świata.


A skoro o Dakarze mowa, to moje przygotowania do edycji 2013 zaczęły się już tam na pustyni, kiedy czekałem na helikopter ratunkowy. Nie mam grama wątpliwości, co w moim sportowym życiu jest numerem jeden. Nawet leżąc obolały w domu analizuję taktykę, przygotowuję plan treningowy na cały rok i myślami jestem z moimi przyjaciółmi z Poland National Team, walczącymi z „Piekłem Dakaru”. To jest jak nałóg, stamtąd wraca się tylko fizycznie. Myśli pozostają tam na miejscu.

Te plany, o których powyżej napisałem, to jednak sporo za mało, żeby zgodnie z zasadą Hitchcocka emocje rosły. Muszę więc chyba wykombinować jakąś mega niespodziankę na ten sezon, żeby nie zawieść miłośników dobrych kryminałów…

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...